Nieuchronnie kończą się wakacje..

My też wróciliśmy z urlopu. Od wielu lat staramy się spędzić trochę czasu w górach. Góry kochałam od dziecka i udało mi się zaszczepić miłość do nich w pozostałych członkach naszej rodziny. Góry te były też zawsze miejscem wyjątkowym dla naszego Papieża...

Podczas wakacji zawsze towarzyszą nam nasze psy. W Zakopanem-Kościelisku znaleźliśmy przyjazny pensjonat i ludzi, którzy czekają na nasze odwiedziny.

Nowe przepisy znowu nie pozwalają na wprowadzanie psów do Tatrzańskiego Parku Narodowego, ale może to lepiej.. Jaki sens ma zabieranie psa na karkołomne wspinaczki w temperaturze 30 C ? Szkoda natomiast, że nie można z psami iść też w urokliwe dolinki...

This is a short raport about our vacations of 2004. We have spend two weeks in wonderful polish Tatra's mountains. These place was also a very special one for our Pope...

 

It was close to Zakopane, in Kościelisko district. We have made a lot of trips and climbings. We have visited also slovakian caves. We had also a great possibility to see wild bears, not in ZOO, but walking freely. And finally we were just admiring majestic mountains..

Temporary only a polish version is available. Maybe one day I'll try to write it in english.. But you can enjoy nice picture at this stage...    

 

 

 

Foto 1       Foto 2

 

 

Szczęśliwie na Butorowy Wierch, u którego podnóża stoi nasz pensjonat, psy mają wolną kartę wstępu! Tak więc cztery razy dziennie wspinaliśmy się na zbocze Butorowego, by "wybiegać" psiaki. Sami mieliśmy okazję cieszenia oczu wspaniałym widokiem "Śpiącego Rycerza".

W czasie spacerków poznaliśmy też inne collie, które mieszkają u Księży Redemptorystów na Butorowym.

Aicha za każdym razem radośnie witała je przez płot, a po paru dniach i one wybiegały na nasze spotkanie.

 

Niestety, trzeci już rok obserwujemy też śnadego kolaka przy budzie w Kościelisku.. Smętny to widok...

   

 

 

Będąc w górach staramy się po nich troszkę pochodzić...  Na wyprawy po łańcuchach niestety nie mam odwagi.. Boję się dużych wysokości. Robię jednak postępy (hmmm, mówią mi że niewielkie..), bo w tym roku udało mi się przejść miejsca, gdzie 2 lata temu leżałam i płakałam.. Z dużych wspinaczek muszę też zrezygnować ze względu na problemy z kolanami.. A schodzenie jest nawet bardziej uciążliwe niż wchodzenie... 

Jednakże nagroda w postaci wspaniałych widoków pomaga zapomnieć o dolegliwościach!

Krystian i Jarek czasem wybierają się sami a ja "niańczę" wtedy psią czeredkę..

 

 

 

Foto 1       Foto 2

Foto 3       Foto 4

Foto 5

 

 

 

 

Foto 1

Foto 2

 

W czasie tegorocznych wycieczek byliśmy świadkami różnych wydarzeń.

W czasie wyprawy na Czerwone Wierchy przez Kondracką Przełęcz widzieliśmy powietrzną akcje udzielania pomocy turyście podchodzącemu pod Giewont. Traf chciał, że gdy helikopter szczęśliwie odlatywał z Giewonta, znowu rozległo się wołanie o pomoc. Tym razem na naszym szlaku, parę metrów przed nami, turystka złamała albo skręciła nogę w kostce...  Dobrze, że mieliśmy telefon komórkowy, więc wezwaliśmy pomoc. Helikopter ponownie pojawił się nad szczytami po kilkunastu minutach.

 

Takie wydarzenia uświadamiają w pełni, jak niezbędni są Ratownicy i jak bardzo jest im potrzebny helikopter. Śmieszne wydają się wtedy dyskusje o środkach finansowania helikoptera. One po prostu muszą się znaleźć!

 

 

 

 

Ale było też wiele milszych, równie emocjonujących wydarzeń! Schodząc do schroniska w Dolinie Kondratowej po raz pierwszy w życiu mieliśmy możliwość zobaczenia niedźwiedzi brunatnych na wolności! Te parę minut było naprawdę niezapomniane! Mamuśka i trzy maluchy buszujące na granicy borówek i kosodrzewiny! Byliśmy całkowicie bezpieczni, ponieważ na szlaku sytuacje kontrolowali pracownicy Parku, a chwilę potem zejście na szlak zostało całkiem zamknięte.

Parę dni później udało nam się wczesnym rankiem spotkać na Czerwonych Wierchach kozice.

 

A owieczki były wszędzie.. :)))

 

 

 

Foto 1       Foto 2

Foto 3

 

 

 

 

 

Foto 1       Foto 2

Foto 3       Foto 4

Foto 5       Foto 6

 

 

Co prawda są większe góry na świecie, my jednak nadal cieszymy się widokiem naszych "pagórków"...

Nawet Tatry, i to po polskiej stronie, zachwycają nas swoją potęgą. 

 

Cóż, marzeniem jest własna, mała chata z sosnowych bali, z widokiem na Tatry.. I wielkie pole dookoła...

Ale chyba na zawsze pozostanie marzeniem, jeżeli nie wygramy w Totka ! :))

 

W górach nie tylko chodzimy po górach, ale też schodzimy pod ziemię! Staramy się odwiedzić jak najwięcej jaskiń. Najpiękniejsze widzieliśmy na Słowacji, chociażby Wielka Jaskinia Svobody.

W tym roku byliśmy w Jaskini Lodowej i Vażeckiej. 

 

Nie sposób nie wspomnieć o "Bacusiach"...   Nie łatwo spotkać prawdziwego "Bacusia" przy owcach, łatwo natomiast o bacusiowe szczeniaki pod Gubałówką i wszędzie tam, gdzie się czymś handluje.. Ile w nich  krwi "Bacusia" a ile domieszek - licho tylko wie.. Maluchy całymi dniami siedząc w koszykach albo kartonikach czekają na kupca..  W porównaniu z poprzednimi latami tym razem było trochę mniej szczeniąt, za to w lepszej kondycji. Nie zapomnę pewnego szczeniaka spod Kasprowego.. W sierści rzadkiej jak nieszczęście roiło się od pasożytów a sprzedający gorliwie zapewniał, Ze psiak ma 2 miesiące, chociaż jeszcze jego oczy nie były całkiem otwarte...

Niestety, nie wszystkie szczeniaki znajdą nowe domy.. Te niechciane będą musiały odejść.. Tak czasem dzieje się po dniu targowym w Nowym Targu. Niedaleko targowiska płynie rzeka, która ułatwia zadanie...

Wiele jest ludzkiej biedy, ale i o tej psiej trzeba czasem pomyśleć..

_____________________________________________________

Zakopane, wakacje z psami (Pensjonat "AGA"):

http://www.agazakopane.tvc.pl/agazakopane/galeria.php
http://www.agatravel.com.pl/aga/zdjecia_aga.htm
http://www.agatravel.com.pl/aga/zdjecia_pokoi.htm

POWRÓT / BACK

Copyright @ 2004 by Mariola Skrzyszewska